Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

O kliku dni przekładałem to spotkanie, ale już dłużej nie wypada. Kevin - handlowiec, który pracował dla jednego z dostawców mojego pracodawcy, który od długiego czasu próbował się wbić z ofertą swojej nowej firmy w nasze łaski... kiedyś tam zrozumiał, że nic z tego... ale właściwie dość regularnie gadamy na Skype o pierdołach. Wiec gdy tylko usłyszał że się wybieram do Chin, cisnął o spotkanie na piwko.

I w sumie czemu nie?

Ustawiliśmy się na najbliższej stacji metra (3 min piechotą). Okazało się, że kolejne 3 minuty dzielą nas od ich biura. Więc pokazał mi je.

Nic szczególnego. Wynajęte piętro budynku. Jakiś mały magazyn, ściany wołające o pędzel i farbę, ale generalnie schludnie... Miejsce pracy około 30 osób (fabryki poza miastem, co daje łącznie małą firemkę ~280 osób). Oczywiście starał się mnie przekonać, że są fajni, wspaniali i konkurencyjni... ale gdzież to piwko?

Przy okazji poznałem ich szefa, który do późna sam siedział w biurze - dość sprawnie chłop gadał po Angielsku, wiec wymieniliśmy kilka zdań, zaprosił mnie na wycieczkę do ich fabryk... na nic zdało się tłumaczenie, że jestem na urlopie, dostałem wizytówkę...

No i w końcu poszedłem do knajpy na Chińskie żarcie!

Lokalny browar dość smaczny. Powiedziałbym lepszy niż nasze "markowe" Leszki, Tyskie, Żubry, i Heinekeny... a może po prostu gorąco było i byłem spragniony?

Kolacja dość skromna jak na chińskie warunki - w sumie, tylko, żeby do browarka coś przetrącić. Pyszne...
Ale jeśli myślisz, że Chińczyk da Ci za to zapłacić -  lub chociaż, ze siebie - zapomnij! Prędzej się pobijecie wymachując banknotami.

Chiński zwyczaj nakazuje:

- Płacić jeśli zapraszasz.
- Płacić jeśli mieszkasz bliżej knajpy - druga strona jest gościem, czyli w domyśle Ty zaprosiłeś.
Kevin pomimo problemów z angielką wymową okazał się dość rozmowny, gościnny... i umówiliśmy się na koszykówkę w sobotę.
On bierze kumpli z biura, ja kumpli z chaty...

W sumie nie cierpię koszykówki a ostatnio grałem w nią na WF'ie gdzieś w okolicach 1997 roku... ale co mi tam? :)
Get social!


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed