Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Chińska wiza pracowniczaMam chińską wizę pracowniczą typu Z i dobrze mi z tym!
Na jej podstawie, w Chinach otrzymam odnawiane co roku prawo stałego pobytu. Na szczęście całą procedurą zajmuje się Chińska agencja wynajęta przez pracodawcę.

Z ciekawostek:
Chiński pracodawca płaci "karę" za zatrudnienie obcokrajowca zamiast obywatela Chin.

Koszt zatrudnienia - 25.000 RMB!

Bardzo mądry sposób na ochronę własnego rynku pracy, gdyż na taki koszt może pozwolić sobie pracodawca, któremu się to po prostu opłaca. Nikt więc nie zatrudni legalnie Wietnamczyka do patroszenia ryb, czy układania cegieł, bo to się nie kalkuluje. Zatem nie dziwi również fakt, że wielu młodych nauczycieli języka angielskiego (w tym modne białe, mówiące po angielsku opiekunki dla dzieci), pracuje w Chinach na czarno, a pracodawcy kombinują jak mogą, by te koszty jakoś obejść.
W tym kombinowaniu mają wiele wspólnego z Polakami... Cóż komuna i tu uczyła ludzi jak żyć ;P

I tu znów wtrącę wątek "praca za miskę ryżu". Jeśli Chińczyk pracuje za miskę ryżu (klasa średnia), to jakim sposobem stać go na wynajęcie tzw. "native speaker'a" np. Australijki, by opiekowała się jego dzieckiem i uczyła go poprawnej angielszczyzny? Kto tu za miskę ryżu pracuje, hmmm?

Mi jednak pozostaje tylko spakowanie walizki, pożegnanie z rodziną i ostatni browar z sąsiadami...


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed