Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Parę tyg temu po mieszkaniu kręcili się obcy ludzie, jak się okazało kupili wynajmowane chłopakom mieszkanie. Wypowiedzenie umowy buło na 1 kwietnia, jednak ekipa dostali kilka dodatkowych dni na znalezienie lokum. (Nie jest zbyt mądrym podpisać wypowiedzenie, w dniu wypowiedzenia)

Później się okazało, że tych kilka dni jest w cenie miesięcznego najmu, a znalezione nowe mieszkanie po kilku dniach okazało się już być zajętym.
Więc byliśmy w chińskiej "d"... Podpytałem chłopaków jak to było z tym wypowiedzeniem, jakie warunki, jak wyglądała umowa... no i się okazało że dali ciała na całej linii... Jedyne czego można się było uczepić to koszt tych kilku dni. Podpowiedziałem im coś oczywistego, na co jakoś nie mogli wpaść.

O.K. - skoro mamy zapłacić za cały miesiąc, to siedzimy tu do końca miesiąca!

I udało się. Nie wyrzucono nas na bruk, nie musieliśmy płacić za 2 mieszkania na raz i mieliśmy ~3 tyg na znalezienie nowego lokum.
Sprawa okazała się prosta. 3 pietra wyżej, dokładnie nad nami zwolniło się mieszkanie. Niemal identyczne. tj metraż, wszytko tak samo, inny jednak jest podział ściankami. I tak, mamy mniejszy salon, ale większy balkon i kuchnię. Mniejszą łazienkę, ale za to kosztem wielkości jednej z 3 sypialń - jest druga łazienka! Dodatkowo okno balkonowe jest znacznie większe, więc mamy więcej światła, a z balkonu mamy widok na szczyty palm i drzew. :)
I jakoś wszytko sprawia wrażenie czystszego.

Nastał więc 1 maja, skrzykniętych zostało kilku znajomych do pomocy i przenosimy graty. Oczywiście największe gabaryty i ciężary przypadły mi i Tommy'emy... najwyżsi, najsilniejsi... Więc myślałem, że będę miał jakieś zakwasy czy coś... ale nie. Było spoko. Dość szybko się z tym uwinęliśmy.

Na wyposażeniu mieszkania, pozostawionym przez poprzedników - całkiem znośna gitara akustyczna i 2 klimatyzatory. Niezły bonus.

Potem kolacja i spać.

Jedyny minus przeprowadzki - brak netu przez 2 dni.


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed