Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Dzisiaj postanowiłem pochodzić po najbliższej okolicy, by później nie błądzić.

Pomijam to że mój smartphone skończył żywot jeszcze w Polsce... ale jeśli jako turysta uważasz, że gps i googlemaps, czy google translate w komórce załatwią twój problem, to jesteś w błędzie.

Chiński rząd blokuje działanie na tutejszym rynku wielkich potentatów takich jak google, youtube, facebook... Wyznają zasadę - po co ma zarabiać Amerykanin, skoro może zarobić Chińczyk? - I baaaaardzo dobrze! Uważam, że tak być powinno. Jedni uważają - cenzura. Ja uważam dbanie o rozwój rynku lokalnego. Coś jak cło na internet! Uwielbiam ten kraj, podejmują decyzje może niezbyt popularne, ale gdyby się zastanowić - sensowne. W końcu rolą rządu jest obrona kraju, i stymulowanie gospodarki. Proste!

Zapomnij więc o googlemaps, tłumaczu google, wyszukiwarce, czy kontakcie ze znajomymi. Oczywiście wiedziałem o tym już w Polsce, więc zestawiłem sobie "tunel". Oznacza to tyle, że łączę się z Chin z komputerem w Polsce, a dopiero ten łączy się z internetem...
Tak omijam chińskie blokady, ale wszytko działa tak powoli...

No i działa na lapsie, na komórce - zapomnieć!

Są tacy co powiedzą - po co Ci google, skoro jest baidu (chińska kopia google) - no O.K. ale baidu jest po Chińsku - jak zatem ja, turysta z Polski, mam z niego korzystać? Nie ma opcji!

I tu się pojawia kolejne pole dla chińskiego businessu - aplikacje w języku angielskim... i znów zarabia Chińczyk!
Tylko jak ja mam takę aplikację znaleźć bez google, hmmm?


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed