Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Dzisiaj odwiedziłem jednego z naszych dostawców. Umówiłem się w strategicznym punkcie - lotnisko. Stamtąd zostałem odebrany samochodem. Krótka wycieczka przez dziwne dzielnice i jesteśmy pod biurowcem, którego piętro zostało wykupione przez szefa, co stanowi jego powód do dumy, gdyż nieruchomości w ciągu kilku lat niesamowicie tam podrożały, co spowodowało, że ta inwestycja znacznie pomnożyła jego majątek.

Wewnątrz typowe dla Chin lobby, "open space" dla handlowców, kilka biur dla wyższego kierownictwa. I gabinet szefa wszystkich szefów :)

O dziwo, w tym biurze nie ma, typowego dla tutejszego wystroju wnętrz, wielkiego, wręcz ogromnego, ciężkiego biurka z blatem z jednego kloca drewna. Często są one bogato zdobione rzeźbionymi wzorami.

No cóż - widać tutaj jest bardziej "europejsko" prosto i jakoś tak sterylnie, ale okna nie umyte! (heheh, zaczynam gadać jak własna matka)
Serwerownia wygląda zaś dramatycznie (bo i tam zajrzałem - nazwijmy to moim zboczeniem).

Po godzinnej prezentacji, którą osobiście poprowadził prezes (właściciel), ku mojemu zaskoczeniu zostałem poproszony o wykład o firmie mojego pracodawcy. Posiłkując się stroną www, coś tam poopowiadałem, choć, kompletnie na to nie byłem przygotowany. 

PS. Pokilku takich wizytach  - zdaje się, że jeśli Twoja firma nie ma prezentacji w power point'cie - to po prostu nie istnieje! Wszyscy kładą na to ogromny nacisk, by pooglądać ich zdjęcia i tabelki...

Po rozmowach o szansach rozwoju, zawinęliśmy się na typowo Chiński lunch.
Tym razem wylądowałem w baaaardzo drogo wyglądającym hotelu, a właściwie w restauracji hotelowej.

Nawet nie chcę wiedzieć ile to kosztowało, ale na bank sporo. I znów ledwo doczłapałem do domu... Oj nie dbam o linię. Ale nie można zostawiać na stole tak pysznego żarełka.
Faworytem dnia były krewetki podane na 100 sposobów, jednak grillowane były najlepsze.
Niestety znów byłem tak zajęty gadaniem i jedzeniem, że zapomniałem o robieniu zdjęć.

I po raz kolejny podkreślone zostało to, że jeśli chcesz robić interesy z Chińczykiem, najpierw musicie się poznać. Otrzymałem wykład jak to jest istotne w kulturze chińskiej. Że fajnie, że wpadłem... że koniecznie muszę jeszcze fabrykę zobaczyć (grzecznie podziękowałem i odłożyłem to w czasie, bo to chyba bardziej zadanie dla naszego technologa).
I że zapraszają częściej i sami złożą rewizytę.

Chyba zatem, przez przypadek, zapoczątkowałem nowy etap współpracy.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed