Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Jak już pewnie gdzieś tam wspominałem, moi znajomi w Shenzhen, to głównie ludzie którzy pracują, lub pracowali w szeroko rozumianej branży elektronicznej...

Więc jak się rozeszło, że tutaj jestem to ciągle przemycają temat businessu do rozmów... Więc czasami przyparty do muru wsiadam z nimi do samochodu... bo np jedziemy do sklepu, a sklep znajduje się akurat koło fabryki z którą współpracują... albo to po drodze i muszę coś odebrać, więc jak już jesteśmy...

Tak się to tutaj robi :)

 

 

 

 

 

 

 

 

No i tym razem po wspólnym szukaniu ładowarki do akumulatorków, i lunch'u "po drodze" wpadliśmy do zakładu montażu elektroniki. Chyba ze 3 piętrowy budynek, schowany wśród palm na uboczu miasta.
Dali nam fartuszki, fikuśne czapeczki, worki na buty, zebrało się wokół nas chyba z 10 osób z notesami, i tak wykonując znaczące ruchy głową musiałem przespacerować w tę i z powrotem zatrzymując się koło każdej maszyny, gdzie jakiś siwiejący, ważny pan mówił "Hitachi Mister.."... "Reflow, Mister"... "For BGA, Mister"...  "X-ray, Mister"... "Good quality, Mister...

Taaa... ale zdjęć nie można Mister, bo tajemnica Mister...

Mieć jakaś pytania Mister? Yes, ha...?

Ta... to gdzie kwakwa mać jest ten hamak dla mnie? Haaa..., Mister?

 

A w drodze powrotnej znów kościół - Tym razem nie wyglądający jakby był przeznaczony do rozbiórki i tym razem w Shenzhen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niech zgadnę, w okolicy grasują polscy misjonarze, który zbierają na budowę kościoła, żerując na Polakach, Hiszpanach, ew. Meksykańcach... bo kto inny by dał na to kasiorkę? :)


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed