Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Polak w Chinach Polak w Chinach Polak w Chinach Polak w Chinach Polak w ChinachPolak w Chinach Jednym z moich zajęć jest fucha " multidyscyplinarnego inspektora jakości".

Polega to na tym, że klient zamawiając coś w Chińskiej fabryce czy hurtowni, całkiem słusznie obawia się o jakość towaru.

By nie wylądować z ręką w przysłowiowym nocniku, po zmarnowaniu czasu i poniesieniu kosztów transportu, VATu i cła, a najlepiej jeszcze przed uruchomieniem płatności za towar, dobrze jest wysłać "inspektora" z teczką dokumentów, który na miejscu zbada zgodność towaru z dokumentacją lub czasem chociażby ze zdrowym rozsądkiem.

Czego to ja nie widziałem!?!
Zdaje się, że w ciągu ostatnich kilku lat, moimi usługami uratowałem już parę drobnych przedsiębiorstw i rodzinnych fortun przed upadkiem.

Nie ma w tym niczego co można by było nazwać naciąganiem na wyrost zasług.
Często osoby stawiające pierwsze, czy też naste kroki w handlu z Chinami wkładają w to oszczędności życia, nierzadko pożyczone od krewnych czy znajomych. "Bo teraz to będzie taki strzał!"

Niestety, to co oferują Chińczycy, zagranicznym kontrahentom - wiedząc, że procedura reklamacyjna jest niemal nie do wyegzekwowania, bądź jest zwyczajnie nieopłacalna - zjeżyło by włosy na klacie Johnny'ego Bravo!


Tak tak, w miejscu gdzie nie ma standardów - jakim są Chiny, jedynym standardem jest ściemnianie...

W społeczeństwie gdzie nie ma koncepcji boga i wyłaniającej się z niej moralności... bogiem jest pieniądz, a cel uświęca środki.
Najważniejszym tu przebojem popkultury jest cover Beatles'ów:
"Renminbi, reeenminbiii, renminbiii, renminbii... All I need in China is renminbiii, renminbiii"

Cena tutaj też jest wyznacznikiem jakości, ale jeśli Europejczyku, chcesz tanio... to dostaniesz serwis i produkt adekwatny do ceny.

I tak kopia LEGO, która miała być tanią zabaweczką rozdawaną za free dzieciakom, okazala się bublem, gdzie plastik zdaje się być pochodzącym ze zmielonych zderzaków, nieudolnie zmieszanym z butelkami PET.
Gdzie części przed złożeniem należy samodzielnie obrobić nożem i pilnikiem, gdyż inaczej do siebie nie pasują!

12 kontenerów sprzętu AGD dla odbiorcy z Polski na napięcie 110V też mogło by być problemem - no nie?

Podobnie jak elektronika bez certyfikatu CE, czy przewody zasilajace do komputerów (3 żyłowe) a jednak nie posiadajace jednej żyły... (2 centy taniej niż konkurencja... ale przy skali zamówienia, mogłoby się opłacać) - Da się? 

A może ktoś chce długopisy dla dzieciaczków... a dzieciaki wiadomo... co do rączki to do buzi... klasy 0-3 a z długopisów odpadają plastikowe części ozdobne, które łatwo połknąć, czy się zadławić.

Interes życia? 

A może kolor niezgodny z zamówieniem? Proszę bardzo! Przecież jest "miętowy!"

Portmonetki z silikonu... ach, co ja będę pisał...


"Panie czepiasz się - nikt nie zauważy - dam Ci rabat!"
"Gdzie uszkodzone!?!"

"A kto by to sprayem przemalowywał?"
"Nadlewki? Panie a wiesz ile to roboty!?! przecież klient sam to może nożykiem odciąć jak mu przeszkadza!"



Szanowni Państwo, jeśli ktoś decyduje się na handel z Chinami, to miejcie świadomość wysokiego ryzyka. Raz się uda, raz nie uda. Ale zawsze lepiej zapłacić komuś kilkaset dolarów i spać spokojnie...
Tylko niech wam się w głowie nie urodzi, żeby do tego zatrudnić tańszego przecież Chińczyka! Ten nie ma pojęcia o standardach Europejskich, czy naszym poczuciu estetyki.
Nie grzeszy inteligencją, krytycznym, czy konstruktywnym myśleniem i co najważniejsze ma w głowie zakorzenione dwa działające na Państwa niekorzyść punkty:
1. Nie wolno szefowi/klientowi przekazywać złych wieści.
2. Lepiej niech ucierpi białas, niż "kolega z dzielni obok" - Chińczyk, o ile w ogóle pojedzie na inspekcję (bo przecież za ten psi grosz, który mu wyzyskiwaczu proponujesz, nawet na transport nie wystarczy a w ogóle to jest gorąco i mu się dzisiaj nie chce), to zostanie ugoszczony przez sprzedawcę i podlany kilkoma głębszymi... po czym to on będzie ich przyjacielem, i to jemu będzie lojalny... nie Tobie, zły kapitalisto, z dalekiej krainy, którego nie widział na oczy. 


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed