Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Któregoś wieczoru, gdy wróciłem z miasta - chłopaki oczywiście siedzieli i grali w karty (na całkiem spore sumki pieniędzy) - rytuał codzienny.

Tym razem skład osobowy był powiększony, o adepta mocniejszych trunków. Chłop jak dąb - jakieś 160 cm wzrostu i ważył pewnie z 50 kg.
Po trzecim piwie odważył się zapytać co to za flaszka tam na stoliku na niego zerka - wskazując na żubrówkę 0,5L.
Jacky mu wytłumaczył, że dostał ją ode mnie, że to wódka z Polski, i oczywiście go poczęstował.

Mój nowy chiński kolega wziął szklankę, nalał do niej ciepłej wódy i delektował się nią jakby pił drinka z parasolką. Oczywiście co chwila zapijając to browarem. Zanim Andy z ciekawości do niego dołączył zniknęło pół flaszki.

Jak ten człowiek wstał rano do pracy - tego nie wiem... Ale chłopak jest dla mnie mistrzem. Nie dość że mi przez gardło wóda nie przechodzi, to jeszcze ciepła i małymi łyczkami ze szklanki, bez zagrychy, i popijając browarem?

Wg. mnie powinien dostać medal od Komorowskiego, i honorowe obywatelstwo polski!

W każdym razie było śmiesznie :) Tego wieczora wzbogaciłem się o cenną wiedzę, że wóda 35-40% to sikacz dla leszczy... Prawdziwi faceci łoją wódę 50-80% i nawet mają takie w sklepach!


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed