Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Na weekend ustawiłem się z kolejną znaną mi od lat osobą - Kathy.

Przez parę lat w pracy klikaliśmy ze sobą codziennie przez Skype i wymienialiśmy się tonami maili dot. bieżącej produkcji.
Gdy byłem w Chinach po raz pierwszy, Kathy była w ciąży, i dokładnie podczas naszego pierwszego spotkania na żywo w jakiś Starbucks'ie zaczęła rodzić.
Pamiętam, z bratem ją odwiedziliśmy w szpitalu, a jej córkę widziałem (dzień czy 2 po narodzeniu), a teraz siedzi z tyłu w samochodzie i gra na tablecie.

W każdym razie byliśmy w drodze do centrum, bo mąż Kathy miał tam jeszcze jakaś sprawę do załatwienia ze swoim bratem, a potem kolacja...
Przyjechaliśmy do jakiegoś zatłoczonego "biurowca" w którym pełno jest stoisk z akcesoriami do tel. komórkowych. Jedno z tych stoisk należy do szwagra Kathy... w środku kręci się kilku handlowców a na korytarzu 2 młodych pracowników pakuje kartony.

Hitem sezonu są silikonowe "kondony" na i-phona w kształcie perfumów Channel (czy jakkolwiek się to pisze) zawieszane na złotym łańcuszku.
Dramat - ale podobno dobrze się sprzedają. W oczekiwaniu na załatwienie spraw zostałem poczęstowany chińskim RedBull'em - takiej puszki jeszcze nie widziałem.

Hehe, aż się w oku zakręciłą łezka, gdy to napoje w puszkach widywało siętylko na wystawach w Pewex'ach... a małolaty - w tym ja, miały kolekcje puszek po napojach na swoich meblościankach... ale by to był rarytas kolekcjonerski - pewnie bym za to coś dobrego wyhandlował!

Po załatwieniu sprawy, jedziemy do Futian - jednej z dzielnic należących do centrum miasta. Jakiś czas temu Kathy z mężem zakupiła tu mieszkanie. O ile dobre pamiętam na 22 czy 23 piętrze. Wg. chińskich standardów to mała klita o powierzchni 79m2. Jednak wg naszych standardów to średniej wielkości mieszkanie 65m2 - Chińczycy do metrażu mieszkania wliczają również część klatki schodowej.

Z informacji wynika, że nieruchomości tutaj są idealną inwestycją. A to mieszkanie kosztowało 500.000 USD!
Jeśli ktoś nadal uważa, że Chińczycy pracują za miskę ryżu, niechaj szybko zmieni zdanie.

 

 

 

 

W każdym razie pod blokiem czekała już na nas mama Kathy i całą ekipą poszliśmy do restauracji, gdzie każdy bierze co chce i ile chce za stawkę za osobę... a posiłek jest samodzielnie przygotowywany na podgrzewanym stole.


Szczególnie przypadły mi do gustu kulki sojowe, i paluszki krabowe, oraz jakieś dziwne grzybki :)

Po kolacji krótki spacer, oczywiście herbatka w domu i zostałem odstawiony do chaty, wraz z rozkazem by nazajutrz o 10:00 czekać w umówionym punkcie - bo jedziemy nad morze na rowery.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed