Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Decyzja o podróży byłą dość spontaniczna. Jednak, jako, że już wcześniej byłem w Chinach (wyjazd związany z pracą), wiedziałem mniej więcej co i jak załatwić. Dodatkowo, jako że Konsulat Generalny ChRL znajduje się 10 min samochodem od mojego miejsca zamieszkania...

...to odkładałem wszytko na ostatnią chwilę.

Bilet lotniczy - to było największe wyzwanie. Ceny tych podlegają znacznym wahaniom, więc razem z żoną kilka tygodni polowaliśmy na jakąś
okazję cenową. Utrudnieniem też są "typowe" czasy pobytu. Więc większość biletów w dwie strony oferowało pobyt na 7-14 dni. A ja wybierałem się do Shenzhen na 2 miesiące...

Wiza - to było kolejne wyzwanie. Typowa wiza turystyczna czy businessowa wystawiana jest na 30 dni, jednak ja aplikowałem o wizę na dni 60. Koniec końców, pan w okienku powiedział, że przyznaje mi wizę na 30 dni (220zł), ale mogę ją sobie przedłużyć na terenie Chin... za jedyne 70 USD.
I tak z jednej strony radosny, bo na 4 dni przed wylotem otrzymałem wizę, a zarazem rozgoryczony wyszedłem z konsulatu...

Waliza - najprzyjemniejsza część programu - trochę ciuchów, 2 flaszki żubrówki, trochę polskich kosmetyków do rozdania. Mam w Kantonie i Shenzhen całkiem sporą grupę "znajomych", z którymi łączy mnie wspólne gadanie przez skype...

Nocleg - warunkiem ubiegania się o wizę jest rezerwacja hotelu. Prosta sprawa. Rezerwacja online, wydruk i załączenie do wniosku wizowego.
W chwilę później darmowe anulowanie rezerwacji... No dobra ale gdzie mieszkać? Początkowo moim pomysłem był krótkoterminowy wynajem mieszkania.
Pomysł zdawał się genialny, zważywszy na wygodę oraz cenę... Ale tu pojawił się pierwszy błąd w planowaniu.
Wizytę w Chinach chciałem spędzić głownie w Guangzhou (Kanton) i rozpocząć ją tuż po Chińskim nowym roku.

Nie wiedziałem jednak o tym, że CNY (chiński nowy rok) to magiczny termin dla Chińczyków, którzy tak samo ja my w europie mamy swoje noworoczne postanowienia; oni mają swoje noworoczne realizacje planów. I tak spora część ludzi w tym czasie zmienia pracę (na lepszą), a więc i miejsce zamieszkania (na lepsze) - czyli trafiam w szczyt sezonu na rynku nieruchomości, dodatkowo nie znam Chińskiego, będę zdesperowany, a oferuje najem na jedynie 2 miesiące... Kto ze mną podpisze umowę? NIKT!

Problem okazał się na tyle duży, że właściwie na 2 tyg przed wyjazdem nie miałem dokąd jechać. I tu zaczyna się wątek chińskiej gościnności. Znajomy (Jacky - handlowiec z branży elektronicznej), zaproponował mi sypialnię w mieszkaniu, które jest bazą wypadową dla niego i jego kilku kumpli.
Niestety mieszkanie znajduje się w Shenzhen, więc całkiem spory kawał od planowanego miejsca pobytu.

...ale można jechać. Więc jadę!


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed