Polak w Chinach

...czyli jak się żyje w Shenzhen?

Troszkę czasu nie pisałem, bo:

1. Atak hacker'ów na moją stronę był poważny i nie mogłem sobei z nim poradzić... (w rozsądnym czasie)
2. Życie prywatno-zawodowe tak mi się ułożyło, że nie bardzo miałem czas...

No ale uporałem się z tym ... po 18 miesiącach. Więc wznawiam nadawanie,

 

China 2017Nadszedł nowy rok. Bez fajerwerków... Posiedziałem sobie w domu, obejrzałem jakiś stary film. Zadałem sobie też pytanie: Po co mi nowy rok, skoro nie rzucam palenia, nie musze się odchudzać itp...? ;)

A co do postanowień... może lepiej ich nie mieć? Choćby tylko po to by się cieszyc z tego co się pojawi, zamiast uparcie dążyć do głupio postawionego, często nieosiagalnego celu?

Ileż to razy miałem zacząć biegać?
Ale to pogoda nie ta, a to butów nie mam, a to dresik tzreba kupić i znów był nowt rok ;)
Do dupy to wszystko... więc po co się szarpać? ;] 

Wszytkiego najlepszego!!!

 

Wigilia w ChinachNasze kółko filmowe rozrosło się do kółka kolędowego...

No może nie zupełnie, ale padł pomysł powtórzenia spotkania wigilijnego (w ubiegłym roku jakoś się tam nie pojawiłem).
Przy okazji tego wydarzenia, zostałem poproszony o zagranie kolęd na gitarze...

Szkoda tylko, że nie gram na gitarze ;) i prawie się udało wymigać.

Jednak w międzyczasie pozałem Janka... i postanowiliśmy, że zmonujemy jakieś duo by pograć po knajpach.
Ten publicznie wyskoczył, że chce zagrać kolędy i a prywatnie do mnie, że fajnie by było, żebym zagrał - na gitarze... ah te pomysły...

No i zanurzyłem się w akordy... i nawet jakoś tam szło.

Nadzszedł dzień grania.
Na wigilii pojawiło się niemal 40 osób.
W większości Polaków, ew. w towarzystwie swoich chińskich połówek.
I często przynoszących własne połówki.
W ślad za połówkami pojawiły się sałatki, kotleciki, wędliny, owoce, i wszelkiego rodzaju dania, które miliśmy okazję na miejscu odgrzać, gdyż miejsce jakie mieliśmy do dyspozycji miało również kuchnię :)
Co ciekawe - amy tutaj polskiego wytwórcę wędlin, więc nawet biała kiełbasa pojawiła sie na stole... (Ps. Czy wg tradycji wigilia czasem nie powinna być bezmięsna? Zabijcie - nie wiem, ale coś mi się tak kojarzy).

...i właśnie powstaje polska piekarnia. 

Pojedli, popili, pogadali, popróbowali grać i śpiewać... i się rozpierzchli.
Jedni do domów inni gdzieś... a nasza, kilkuosobowa grupka śmignęła na "pasterkę" do pubu.

Tak się bawi polska szlachta na emigracji :)

 


Wszelkie prawa zastrzeżone


DSGN: Ronsed